widziałem dziś gościa, co wyglądał jak stary Grechuta, tyle że z białymi włosami i z butami w kolorze tych włosów; chwilę za nim szedłem, żeby się upewnić; do południa słyszałem radosne śpiewy skrzydlatych, które jakby nie zwracały uwagi na wirujące w powietrzu wiórki kokosowe; pomyślałem, że Ewa Braun powinna się reaktywować tylko po to, żeby zrobić numer „Ptaki czują wiosnę”, a może wymyślić go za nich?; moja ulubiona fryzjerka podrożała o 10zł, ale i tak będę do niej chodził, bo już się przywiązałem i stosunkowo niedawno, po kilku latach milczenia, zaczęliśmy ze sobą rozmawiać, dziś zagaiła pytaniem „Co u Kasi?”; usmażyłem też dziś pulpeciki z tofu; w przypadku tego dania raczej nie udało by mi się nikogo wkręcić, że są z mięsa; odkryłem, gdzie chodzą sikać pracownicy warzywniaka przy Dąbrowskiego, oj mają kawałek; co jeszcze? poznałem zespół Khruangbin, który brzmi trochę jak arabski surf skrzyżowany z meksykańskim burritos, a tak naprawdę jest z Teksasu; uświadomiłem też sobie, że jak moi rodzice mieli 36 lat, to ja miałem 10; i to wszystko do godziny 17.56;
