Robert Brylewski: śpiewać o miłości? najpierw musiałbym się przełamać

31 marca 2008 roku byłem spięty i podekscytowany. Tego dnia umówiłem się na wywiad do Lampy z moim absolutnym idolem Robertem Brylewskim oraz jego przyjaciółmi z grupy 52um. Wypiłem przedtem ze trzy pięćdziesiątki dla kurażu (nie polecam tego sposoby radzenia sobie ze stresem) i ruszyłem do zakrzewionego ogródka nieistniejącego już warszawskiego klubu Dobra Karma. Przy piwku, soku i wodzie rozmawialiśmy o pierwszej płycie 52umu, o tym, dlaczego nie śpiewa piosenek o miłości i końcu kariery.

Miał być nowy Izrael, miała być nowa Brygada Kryzys, miał być w końcu intensywny cykl wydawniczy firmowany jako Warsaw Beats, tymczasem mamy płytę 52umu. Myślałem, że ten zespół zakończył działalność w momencie, gdy piosenki znane z prób, weszły na twoją ostatnią solową płytę…

Robert Brylewski: Gdy wydawałem ostatnie Warsaw Beats nie było jeszcze projektu wydania płyty 52umu, generalnie to tylko jeden numer 52umu tam jest, można tak powiedzieć, zresztą to też z Radkiem robiłem. We dwie osoby.

Konrad ‘Radek’ Januszek: To był taki czas, że muzykowaliśmy razem, i pamiętam, że ujął mnie pomysł tego cyklu Warsaw Beats. Rzeczywiście miało się tam więcej szumowskich rzeczy pojawiać.

Ale czy właśnie ta płyta 52umu nie jest w pewnym sensie kontynuacją tego cyklu? Robert w ostatnim wywiadzie dla Lampy mówił, że na następnej płycie będą czady, no i w sumie 52um jest dosyć czadowy, trochę takie skrzyżowanie Warsaw Beats z Falarkiem.

RB: Ale to tylko powierzchownie, można tak stwierdzić, nie grzebiąc tak dokładnie w środku, że to faktycznie jakby skrzyżować Falarka z WB.

Też są transy, dużo brudu, pod tym względem tak mi się to kojarzy.

RB: Merytorycznie Falarek to było, co innego. Generalnie to chodzi o to, że 52umów było kilka. Pierwszy 52um to byłem ja z Radkiem, przy komputerze u mnie w domu. Drugi 52um to były pierwsze próby utworzenia zespołu tutaj w Warszawie, z Arturem Hajdaszem, z Marcinem Ciępielem, trochę Martyna zaczęła z nami pogrywać. Dopiero jak trafiliśmy na Pawła Bogocza, to on stwierdził, że chce z tego zrobić produkcję, całą sprawę skumulował w Sosnowcu, skrzyknął ze 30 muzyków oraz aktorów, którzy wzięli udział w taki czy inny sposób w projekcie. Tak, więc to nie jest żaden mój autorski projekt, ja jestem jednym z wykonawców.

Podkreślacie, że to jest zespół przyjaciół, wspólnie podpisujecie muzykę i teksty. Nie było żadnego rozdziału odpowiedzialności?

KJ: To wszystko się działo bardzo spontanicznie. Paweł [Bogocz – niezależny reżyser, twórca dokumentów i teledysków m.in. Pudelsów, Pogodno, Izraela] wyreżyserował tę płytę z klipami na wzór pewnej opowieści filmowej, on jest reżyserem i próbował jakoś obrazowo na to spojrzeć, miał niewątpliwy wkład autorski w całą koncepcję tej płyty.

RB: No i logistyczny

KJ: Nigdy nie było tak, że się dzieliliśmy, to ty piszesz teksty, a ja muzykę.

Ale każdy śpiewa swoje teksty na płycie?

RB: Nie, ja śpiewam dwa Radka teksty: „Outside” i „Autostrada” to są Radka teksty. Swoich to ja tam prawie w ogóle nie śpiewam.

KJ: Wiesz to nie jest szczególnie istotne, kto, co. Np. tekst „Niemamczasu” powstał tak, że spotkaliśmy się kiedyś z Brylem na próbie i tak gadaliśmy o ogólnym pośpiechu życiowym i Brylu rzucił właśnie to słowo nowe harryuping i wzięliśmy instrumenty zaczęliśmy grać i śpiewać, że wszyscy mają tutaj harryuping. Te teksty to trochę takie nasze wspólne rymowanki w sumie, powstałe spontanicznie, naturalną drogą, bez spinania pośladków o to, kto co wymyślił.

No tak, tyle, że jak puściłem koledze numery z myspace to on stwierdził, że od 20 lat to samo, że typowa brylewszczyzna, typu bierzemy jakieś nośne hasło z dziedziny człowiek i społeczeństwo i je zapętlamy, mantrujemy. Hasłowatość tych tekstów kojarzona jest już z Robertem.

RB: To ja ci podam przykład z drugiej strony: polski rynek muzyki reggae. Mamy w tej chwili w Polsce ogromny boom na granie reggae, są tych zespołów tysiące i nagle się okazuje, że w tym tłumie nikt nie zapodaje tekstowo czegoś, co by ludzi ruszyło.

KJ: Grają coraz bardziej po jamajsku.

RB: Ja sobie pozwoliłem kiedyś na taką bardziej osobistą płytę. To był właśnie Falarek, na którym nie śpiewam, tak jak mówisz, tekstów „człowiek – społeczeństwo” etc., tylko, bardziej o swoich sprawach bardzo wewnętrznych i po tej płycie wiem, że potrafię, to robić. Natomiast tutaj nie miałem alergii na te sprawy, tym bardziej, że Radek to równoważy, pisząc teksty bardziej jednostkowe, płynące z głębi człowieka. Ta płyta nas zupełnie nie wyczerpuje, ja ją traktuje jako zupełny początek. Zostało jeszcze masę do zrobienia. Jeśli uda się ten zespół pociągnąć, to jest jeszcze cały ogrom, cały ocean tematów przed nami. To jest dopiero początek.

KJ: Poza tym jest jeszcze wiele numerów, których nie zdążyliśmy zarejestrować.

No właśnie trzy lata temu przy okazji ostatniej płyty Warsaw Beats Robert mówiłeś, że masz już właściwie dwie gotowe płyty i trzecią w połowie

Martyna „Nancy” Załoga: To się zawsze tak mówi (śmiech)

RB: No bo mam. Naprawdę mam. Mało tego, mam tak dużo… Zresztą Radek jest świadkiem. Tyle, że tu chodzi o wydawców, bo umówmy się, że gdyby nie Paweł Bogocz, to by do dzisiaj płyty 52umu nie było. Tak samo było z Warsaw Beats, bo to był projekt w sensie wydawniczym bardzo odważny. Wiadomo, że rynek się zmienia, że wchodzi internet, sprzedaż płyt spada i tak dalej. Trzeba w jakiś inny sposób zainteresować słuchacza. Chciałem zintensyfikować proces wydawniczy. Miałem przygotowany materiał na 3- 4 płyty. Tylko żaden wydawca, bo wcześniej było to CSW, a później Tone Industria, żaden wydawca poważnie mnie nie potraktował, gdy powiedziałem, że chce wydać w roku minimum trzy płyty. Kiedy po kilku miesiącach zwróciłem się do Tone industria, że chcę następny materiał mieć wydany, to się okazało, że oni wzięli się za wydawanie jakichś japońskich zespołów, na których straszliwie polegli i nie stać ich na wydanie mojej płyty.

MZ: Przez to i ja nie wydałam mojej płyty z Junkie Train, która była już zarejestrowana w studio, zmasterowana.

A co z nią się dzieje?

MZ: Siedzi w szafie od 3 lat. I mi to samo powiedzieli. Wydali mnóstwo jakichś japońskich mazgai piszczących i nie mają kasy.

.

Ale przecież to nie jest jedyne niezależne wydawnictwo. Biodro?

RB: Biodro wtedy było w fazie przekształceń. Jedno upadało, a drugie, to aktualne, powstawało. Z Biodrem nie było rozmowy o wydaniu płyty.

A dla 52umu nie szukaliście jakiegoś wydawcy?

KJ: To ciekawa historia, bo pojawił się Paweł [Bogocz], z jednej strony jako producent, ale nie do końca, bo nie dysponował środkami, ani zapleczem, aby wyprodukować płytę, z drugiej jako łącznik między artystami i potencjalnym wydawcą. W miarę, jak zbliżaliśmy się do zamknięcia całości, do pochwalenia się tym, co zrobiliśmy, okazało się, że nikt nie jest tym specjalnie zainteresowany. Uderzyliśmy praktycznie wszędzie od Warnera począwszy, po Biodro Records. I nawet jak już się pojawiały jakieś propozycje, to były na tyle nie do przyjęcia, że pomyśleliśmy sobie, że czasy się na zmieniły, że nie musimy iść na takie kompromisy. Wytłoczenie gotowego albumu to dziś nie jest żaden wyczyn. Więcej wydaje nam się to niezwykłe, że artyści sami wydają płytę i kręcą do niej 17 teledysków, bo tego w Polsce nigdy nie było. Co więcej, na Zachodzie pierwsze projekty zostały wydane przez artystów, innej rangi oczywiście, bo to jest Radiohead. Więc jest to jakieś nowe zjawisko, które się pojawia. Może się nagle okazać, że majorsi są w ogóle niepotrzebni, jeżeli artyści są w stanie sami to zrobić.

Wydaje się, że wszystko ku temu zmierza, ale z drugiej strony, to myślałeś, kto kupi płytę 52umu przez stronę internetową?

KJ: Wiesz co, tak do końca to o tym nie myślałem. Liczę na ludzi, którzy czują trochę głód jakichś wartości. Ten nasz rynek jest dosyć płytki. Ostatnio Krzysztof Majchrzak….

RB: Zamierzamy, go wziąć na wokal..

KJ:… w wywiadzie powiedział, że czuje się, jak zawodowy morderca, z powodu tej otaczającej szmiry i myślę, że wiele osób się tak czuje.

Mi się czasami jednak wydaje, że tych ludzi poszukujących jest ciągle zbyt mało, nawet żeby jakiś minimalny nakład wartościowej płyty bez promocji sprzedać.

KJ: Jeżeli ich nie ma, to sorry.

A nie zamierzacie trochę lepiej popromować tego wydawnictwa? Bo szczerze mówiąc ja się o 52umie dowiedziałem, bo śledzę od dawna losy tego projektu, a wielu potencjalnych zainteresowanych nie wie w ogóle, że taka płyta istnieje.

 KJ: Był koncert premierowy, przygotowujemy się do następnych koncertów. Nie mamy środków na wielką kampanię bilboardową.

RB: Ja ci powiem tak, że jednak liczę na dziennikarzy muzycznych, bo to są mimo wszystko ludzie inteligentni, że będzie im wstyd z powodu tego, co puszczają, że ten chłam, który nas zalewa, bez jakichkolwiek ciekawych treści, rzeczy, które istnieją tylko dzięki wypromowaniu i zainwestowanemu szmalowi, które nie maja nic artystycznego w sobie, że to wyzwoli jakiś głód u redaktorów. Z resztą tak się dzieje. I jestem mile zaskoczony, że środowisko dziennikarsko muzyczne jest naszą propozycja zainteresowane, dzięki czemu możemy taką ideologie uprawiać, jak uprawiamy.

KJ: To jest tak jak Robert mówi, jesteśmy w takiej fazie przejściowej, uderzamy gdzie możemy, wysłałem kilkadziesiąt maili, ale nie będziemy wysyłać płyt w ciemno, bo uważam, że to jest trochę bez sensu. Wysłałem do Trójki do kilku dziennikarzy, nikt się nie odezwał.

A ty Robert po tylu latach grania, nie masz swoich dziennikarskich wtyczek, kanałów promocji?

RB: Nigdy nie korzystałem z jakiejś sieci wtyczek czy czegoś takiego. Natomiast faktycznie dużo moich rówieśników jest gdzieś tam porozsiewanych i czuję, że mam u nich takie ciche poparcie dla tego, co robię. Kamerzyści mnie pozdrawiają, znam już niektórych z telewizji i to jest bardzo miłe. Natomiast wstydziłbym się korzystać z tego, na zasadzie, że jestem Brylewski macie mnie puszczać.

A nie czujesz się trochę jak sumienie dla tych wszystkich, którzy kiedyś słuchali punk rocka, Brygady, a później poszli się bogacić, żyć pod karierę.

RB: Dobrze, że o tym mówisz, bo ja też na to liczę, że ludzie, którzy już się zarobili, już się ustawili, że w tej chwili się ockną i zaczną myśleć: jak mamy spędzić ten wolny czas? czego mamy słuchać?

Sam niedawno miałem taką historię, że szukałem roboty i kolega mi zaproponował pracę reportera sejmowego i już miałem iść na rozmowę kwalifikacyjną, ale w końcu sobie pomyślałem, że nie po to śpiewało się: „Politycy niewolnicy szatana” żeby teraz biegać za nimi z mikrofonem i esa z tym tekstem mu wysłałem (śmiech) Jednak te hasłowe teksty mają jakąś moc.

RB: Dzisiaj rano jedząc pierogi, przyszło mi do głowy, że jestem już niemłodym gościem i w zasadzie wyrosłem już z takich uproszczeń, że wszyscy politycy, wszyscy bankierzy są źli. Poza tym mamy w kraju taką piękną Mickiewiczowską ideę, jak walenrodyzm, dlaczego by nie zamieszać od środka? Byleby tylko mieć w sobie tyle siły, że gdy przyjdzie do wyboru między być, a mieć, to pamiętać, że zawsze lepiej być. To jest jednak egoistyczne, gdy stawiasz się ponad to, zaczynasz negować tych wszystkich Warnerów, Sony, to odbierasz szanse, że tam się kiedykolwiek jakiś młody zdolny człowiek pojawi, który będzie chciał odkręcić to trochę, przywrócić równowagę, a ty mu od razu stawiasz szlaban, bo ty w ogóle z nim nie gadasz. Dlatego ja nie mówię nigdy nie. Nie interesuje mnie firma, tylko człowiek, który za nią stoi. Jeśli on faktycznie mnie rozumie, bo jeśli to jest komerc, który traktuje nas jak kolejny przedmiot do sprzedania, do zarobienia, to sorry, ale to szkoda czasu.

A wracając do tekstów. Lirycznie wyróżnia się na tej płycie „Żart Nancy”. Tu już nie ma filozoficznych haseł, tylko mocne osobiste wyznanie, to jest twój tekst Martyna?

MZ: Tak, to jest mój tekst, niestety nie zostało to napisane na płycie, że jestem jego autorką

RB: Ale w internecie jest.

MZ: Ale internet kiedyś zniknie, a przedmiot materialny zostanie.

Ale to czuć, że tego nie mógł napisać, żaden z nich…

MZ: On jest osobisty, ale też można go odczytać jako bunt przeciwko mojemu pokoleniu. Ja się wstydzę za swoje pokolenie. Roczniki ’80 nic swojego nie oddają. Jest reggae, jest dance hall jest rock i to wszystko jest dosyć wtórne. Piosenka jest o prawdziwej sytuacji, o zdradzie przyjaciół, o tym, jak to jest, kiedy ktoś cię poklepuje po plecach, mówi, że jest dobrze, że zrobimy coś razem, a potem mówi sorry żartowałem.

Paweł Bogocz mówi, że jeszcze o tobie usłyszą. Usłyszą?

MZ: Usłyszą. Tak jak powiedział premier Kaczyński, że młodzież siedzi przed komputerem pije piwo i ogląda pornosy, to ja rzeczywiście lubię usiąść przed komputerem, zapalić papierosa, wypić piwo tylko, że nie oglądam internetu, tylko mam program muzyczny, na którym robię około 3 piosenek tygodniowo. Mam ten program od roku…

RB: To wychodzi 170 rocznie (śmiech).

MZ: Jasne, że niektóre są nie do słuchania, ale zawsze można połączyć, złączyć. Mam już gotowy materiał na płytę, tylko teraz szukam odpowiednich ludzi do kapeli.

RB: Martyna jest w tej samej fazie, co ja, co rozmawialiśmy o Warsaw Beats i pytanie, czy ja naprawdę mam te 4 płyty. Ja też spędziłem parę lat przy komputerze. Codziennie, czy co drugi dzień, robiąc jakiś numer. Więc się tego uzbierało. Jakbym był człowiekiem zarobionym i miał w banku odłożone 100 tysięcy złotych, to bym to sobie sam wszystko powydawał. Natomiast teraz jestem zniechęcony. Niech to sobie czeka. Może będzie wydane za kilka lat jako retro. Póki co, będziemy starali się jak najbardziej upowszechnić tę pracę, którą włożyliśmy w 52um.

MZ: Robert był niedawno z teledyskami do płyty w 4fun TV, ale skończyło się na tym, że oni mu powiedzieli: zapowiedz Leszka Pieska.

RB: Cześć mówi Robert Brylewski oglądacie Leszka Pieska! All right!

MZ: Słuchaj 30 lat na scenie, Kryzys, Brygada Kryzys, Izrael…

RB: Ale nie ma sprawy! Ja tam przyszedłem z rana skacowany, wyglądałem tak okropnie, że wątpię żeby mnie puścili. Poza tym nie wiem, co to jest piesek Leszek za bardzo, widziałem pół odcinka

MZ: Ale to brak szacunku!

RB: No tak, ale tak to by się skończyło na niczym, a tak może… zresztą zostawiam im to samym do przemyślenia. Jeżeli chcą ode mnie pieska Leszka to sądzę, że to bardziej o nich świadczy niż o mnie.

Wróćmy do płyty. Intro. Outro. Układające się w pewną całość teledyski. Irak, Czeczenia, Białorusin na końcu. Powstał konceptualny album zaangażowany politycznie w nasze czasy.

KJ: Koncept Bogocza. Warto zwrócić uwagę na inny kontekst tej płyty. Siłą rzeczy jesteśmy kontestatorami. Można się zastanowić czy rzeczywiście jesteśmy negatywnie nastawieni do całego społeczeństwa, które jest w Polsce. Odpowiedź brzmi oczywiście, że nie. Ten tekst „Outside” to też nie tak, że nam chodzi o to, żeby odcinać się od wszystkiego. Tam chodzi bardziej o wartości, o pewna postawę psychiczną.

RB: To bardzo dumny tekst.

KJ: Ta płyta pokazuje, że jednak coś ważnego się tutaj w ostatnich latach wydarzyło, coś, z czego możemy być dumni. Że są kraje, w których ciągle jest niezły shit. Cały czas krytykujemy tę naszą współczesną rzeczywistość, wkurwiamy na Kaczyńskich, ale tak naprawdę różni się to trochę od rzeczywistości lat 80.

RB: Tamte czasy już się nie wrócą. Były unikalne.

MZ: Ale artystycznie były lepsze.

RB:W Polsce to jest taka tendencja, że tych artystów rockowych się wykorzystuje, jak się bida dzieje. Jak trzeba pomóc Białorusi to artyści rockowi. Mija rok to właściwie można już i artystów środka zaprosić. Za niedługo dla Białorusinów będzie pewnie śpiewała Doda, czy Tercet Egzotyczny. To Marley już o tym śpiewał, że to taka neutralizacja jest, że Babilon neutralizuje. Artystów kupuje lub wydaje podobnych, tylko grających troszkę grzeczniej. Coraz grzeczniej, coraz grzeczniej i mamy w końcu taką miałkość, jak artystka Kasia Nova.

To jaka będzie następna płyta 52umu?

RB: Na pewno bardzo różna od tego, co już wydaliśmy. Zupełnie inna produkcja. W tej produkcji widzimy szereg mankamentów. Bo wyobraź sobie, że mieliśmy materiał na kilka płyt i pod koniec tej produkcji wchodzą zupełnie inni ludzie, inna sekcja. Wszystko zostaje zupełnie postawione na głowie i materiał, który robiło dwóch ludzi, nagle pracuje nad nim trzydzieści kilka osób. Następna płyta będzie bardziej bandowa, uporządkowana kameralna. Jeżeli uda nam się wyciągnąć wnioski z tej szaleńczej produkcji, bo to była szaleńcza produkcja, właściwie do końca nie było wiadomo, czy to na pewno wyjdzie, czy my nie zrezygnujemy, czy się nie załamiemy. Jak się uda wyciągnąć wnioski z tych wszystkich błędów, które popełniliśmy, to jestem bardzo dobrej myśli na przyszłość. Na pewno nie będzie brało przy niej udział tyle osób, choć i tak udało się zwarty materiał uzyskać i jestem mile zaskoczony, że słuchacz tak wyrobiony, jak Zbyszek Hołdys, składał nam gratulacje, że świetny materiał, że takiego od 10 lat nie słyszał.

A mam takie pytanie do Radka, bo mówią o tobie dr Radek i na ostatniej płycie Kobiet jest utwór zatytułowany „Dr Radek” z tekstem: Kobiet nie lubi, nie nie nie, on kobiet boi się; czy to piosenka o tobie?

KJ: To na pewno jest o mnie (śmiech)

RB: To o Januszu Radku tym śpiewaku chyba bardziej (śmiech). Na pewno, bo słyszałeś, jaki on ma tytuł płyty? „Dziękuje za miłość” (śmiech)

KJ: Tak naprawdę to pierwsze słyszę o Kobietach

RB: Ja znam ten utwór. Z resztą bardzo fajny tekst.

To skoro jesteśmy przy Kobietach, to zespół ten wydaje Biodro, które na swojej stronie w zapowiedziach na ten rok też twoją solową płytę Robercie „The King is back”.

RB: No tak miało być, ale plany się nijak mają do rzeczywistości. Tymon jest w tej chwili szalenie zajęty. Próbuje złapać 7 srok za ogon na raz. Jednocześnie prowadzi ten telewizyjny program, jednocześnie dużo koncertuje, jednocześnie tworzy dużą firmę Biodro, która jako spółka akcyjna ma na giełdę kiedyś wejść. Ogromne plany.

MZ: No i film kręci. „Polskie Gówno”. Tymon ma grać, Halama. To jest o kapeli, która jeździ po Polsce i jest notorycznie dymana przez menadżera, którego gra Halama. Kapela jeździ takim rozwalonym busem… (śmiech)

RB: No i umówmy się cały czas nie mamy bazy, tak jak kiedyś było studio Złota Skała, czy też kiedyś Hybrydy były dla mnie i tam mogliśmy przygotowywać materiał. Tymon namawia mnie żebym zrobił tę płytę z zespołem, ale ja tej płyty nie zrobię z zespołem. Następna moja płyta, sygnowana moim nazwiskiem będzie całkowicie zrobiona przeze mnie. To będzie robione w domu, prawdopodobnie w chałupce, ale brzmieć będzie tak, że będę mógł to koncertowo wykonywać. Będzie bardziej w kierunku takim loureedowskim. Perkusja bas, gitara, organy i wokal. Przepraszam, że wprowadziliśmy z Tymonem słuchaczy w błąd tą zbyt szybką zapowiedzią. Nie przeliczyliśmy dobrze sił na zamiary. Gdzieś od maja tego roku zacznę tę płytę robić sam w Gdańsku i myślę, że do końca roku skończę na pewno.

Skoro mówisz, że to będzie taka indywidualna płyta, to może będzie w końcu okazja usłyszeć Roberta Brylewskiego śpiewającego osobiste teksty o miłości? Bo póki, co jedyne ślady piosenek o kobietach można na ostatnim Świecie Czarownic znaleźć. Tyle lat grania i właściwie nie masz piosenek o tematyce damsko – męskiej, o czym jest 99% piosenek na świecie.

RB: No na Falarku jest dużo osobistych tekstów no, ale nie są o miłości. (śmiech) Może to jest jeszcze jedna z tych paru rzeczy które w życiu zrobię. Why not? Musiałbym się przełamać. Przeżycia mam, ale jestem oględny w dzieleniu się swoimi osobistymi sprawami. Pewnie dlatego, że w takich czasach się urodziłem, że sprawy społeczne się głównie liczyły. Zresztą ja zawsze miałem bardziej taki muzyczny flow. Wypuścić z siebie tekst, to jest trochę tak jakby dziecko wydać na świat. Musisz się nie zgodzić z tym następnego dnia rano i za rok. Jest wiele tekstów, których ja się wstydziłem, przez jakiś czas i się okazało, że się niesłusznie wstydziłem. Przede wszystkim tych z pierwszego Izraela. Tę płytę zacząłem dopiero szanować, jak poznałem stosunek naszych fanów do niej. Oni cenią ją za jej dziecięcą szczerość.

A w ogóle będzie nowy Izrael

RB: Będziemy teraz nagrywać płytę w Londynie z Mad Professorem. Będzie to dubowa płyta, raczej same instrumentale. Tym bardziej, że mamy trzy dni studia, to trudno żebyśmy nagrali dobrze przygotowaną płytę z piosenkami. Może znajdą się ze dwa albo ze cztery utwory śpiewane. Natomiast, jeśli chodzi o Izrael, to stoi duży problem ekumeniczny przed nami. Jeśli będziemy potrafili w tekstach wznieść się ponad te podziały między ultrakatolikami, ateistami w zespole…

KJ: O tym opowiada utwór 52umu prawdziwe „Getto jest w nas”. To jest trochę taki przytyk do kolegów, którzy się trochę zapętlili w jednej opcji czy to religijnej czy światopoglądowej.

Ale widziałem już występy Izraela bez Malejonka.

RB: To widziałeś Izrael 1983, z Maleo gramy jako Izrael (śmiech)

To pozostając przy ideologiach. Nie boicie się grać z Robertem? Bo Robert ma taki urok, że przychodzą na jego koncerty skini (śmiech ogólny). Tak się jakoś układa, że co pójdę na koncert, którejś z twoich formacji, to zawsze się trafi paru takich gagatków. Na ostatnim festiwalu Reggae nad Wartą kilkunastu łysoli skutecznie psuło dobrą zabawę.

RB: Wiesz, my dostajemy światłem po oczach i takich rzeczy mogę nie widzieć. Natomiast pamiętam, za czasów komuny, to przychodził ktoś z publiczności na scenę. Na ucho mówił: mamy taki i taki problem, że biją nas milicjanci albo skini i wtedy ja bezpośrednio się do nich zwracałem, robiąc im obciach przy wszystkich ludziach. Zawsze starałem się dbać o to. Jak tylko widziałem nieodpowiednie zachowanie służb porządkowych to przerywałem koncert, rozmawiałem personalnie. Ja mam ze skinheadami bardzo na pieńku, kiedyś na moich oczach, na koncercie Armii widziałem gościa, jak kopnął dziewczynkę, która miała ze 14 lat w twarz buciorem, to dostałem szału. Kazałem włączyć światła, latałem po sali, szukałem gościa między fotelami, myślałem, że go zatłukę. Oczywiście go nie znalazłem. Następnego dnia mieliśmy przecięte wszystkie opony w samochodzie i po prostu mają u mnie przechlapane. Uznaję równe prawa, ale nie dla nazistów.

W ostatnim wywiadzie dla Lampy mówiłeś też o Radku: „fajny koleś tylko nie potrafi śpiewać” tymczasem tutaj spiewa, aż w połowie numerów (śmiech ogólny)

RB: No bo się nauczył (śmiech)

KJ: Wziąłem trochę lekcji, spałem trochę na brzuchu, ciężkie książki kładłem na brzuchu żeby przeponę ćwiczyć. (śmiech)

RB: Radek nie był przyzwyczajony do śpiewu podmikrofonowego

A kim jest słynny warszawski Włodzio, bohater jednego z remixów?

KJ: Kolega zajmował się dostarczaniem płyt z Amsterdamu (śmiech)

RB: Włodzio jest dla wtajemniczonych. Nagrał się kiedyś nieopatrznie na mojej sekretarce no i mamy go (śmiech). Zresztą będzie on bohaterem jednej z nowych piosenek Tymona zatytułowanej „Ganja od Włodzio to po prostu miodzio”.

KJ: Ale historia tego remixu też jest ciekawa. Pamiętam, że zabierałem Roberta i Tomka [Lipińskiego] na imprezę do mnie i przyjeżdżam po nich, a oni już pod parą siedzą i składają numer w Acidzie takim programie muzycznym. Z kilku różnych dźwięków złożyli cały epizod.

RB: Ja szedłem się kąpać, a Lipiński siedział w kuchni i ten Acid był włączony w komputerze i ja mu mówię: wiesz co, tu masz różne ślady, tu Włodzio, tu jakiś bas, pobaw się. Wychodzę z kąpieli i numer już był gotowy.

A co z twoją pracą producencką. Odpowiadasz za ciekawe brzmienie kilku ważnych polskich płyt, że „Ombreolę” Starych Singers wymienię czy „Zwycięski Lew” Rebelii

RB: Ostatnio miałem bardzo dużą przerwę, bo właściwie robiłem tylko nagrania w domu na komputerze. Jakiś czas temu zmiksowałem jeden numer dla Made in Poland na tę ich płytę. Z tym, że szybkość i łatwość, z jaką mi to przyszło, bo mam tyle doświadczeń związanych ze studiem, że po prostu wchodzę i robię, skłania mnie do tego, że ja wrócę do tego rodzaju pracy.

Bo się właśnie zastanawiałem, czy wyobrażasz sobie ten moment, kiedy odwiesisz gitarę na kołek i co będziesz robił dalej…

RB: Tak. Mam pełno takich fascynacji, które czekają. Zajmuję się animacją komputerową i dwuwymiarową i trójwymiarową. Chciałbym się sprawdzić w literaturze. Chciałem napisać taką powieść środowiskowo – biograficzną. Zobaczymy. Trzeba się najpierw wyrwać z tego natłoku.

A biografię dałbyś komuś o sobie napisać?

R.B: We współpracy, czemu nie.

Czytaliście autobiografię Muńka?

MZ.: Muniek strasznie koloryzuje, więc ja w jego autobiografię nie uwierzę na pewno. (śmiech)

Muniek tam napisał, że kiedyś po koncercie Kryzysu, jak podszedł do ciebie i do Magury po autograf, to powiedzieliście mu, żeby spadał i że jak chce rozdawać autografy, to niech sam założy kapelę. Dalej nie dajecie autografów? Podpisalibyście mi się na 52umie?

RB: Spoko. Parę lat później w Jarocinie, podszedł do mnie chłopiec, który miał ze dwanaście lat i powiedziałem mu, że nie dajemy autografów i on się popłakał. I ja od tej pory powiedziałem sobie nigdy nie odmówię autografu nikomu.

[W tym momencie, spod ciemnych okularów à la Sylwester Stalone w filmie „Kobra” odezwał się Paweł „Kelner” Rozwadowski, jeden ze współzałożycieli Izraela, który do stolika dobił już w trakcie rozmowy]

Paweł „Kelner” Rozwadowski: Dla ludzi to jest jakoś ważne, pamiętam kolesia, który powiedział mi kiedyś, że w ’81 roku jadł z nami obiad w barze mlecznym w Kielcach i pożyczyłem mu widelca. Do dziś to wspomina.

KJ: A tak wracając, co nam się udało, to nie wiem czy wiesz, ale jest bardzo ciekawa konfiguracja wieku w naszym zespole. Nancy jest najmłodsza, 10 lat po niej jest bębniarz Michał Leks, potem jestem ja, a potem jest Robert. Tak to się układa, co dekadę prawie i Robert śmieje się, że jesteśmy bandem multigeneracyjnym. Jak mówimy, że trudno jest grać jak nastolatek mając czterdzieści kilka lat, to ja się cieszę, że Nanacy nas czasami opierdala, że znowu plumkamy, jak stare zgredy, a właściwie mamy już w sobie trochę takiej melancholii, trochę nostalgii.

Na ostatniej płycie Warsaw Beats też dużo było tej nostalgii, chociażby numer „Desperado”.

MZ: To w ogóle najlepszy numer z tej płyty, którą ogólnie określiłabym jako okropną. Nie wiem może jak będę miała 40 lat, inaczej spojrzę…

RB: Mi się z niej podoba numer z Jackiem Olterem.

A w ogóle słuchasz swoich płyt?

MZ: Robert nie słucha, ale ja ostatnio odkryłam zajebistą kapelę Roberta: The Users.

Czytałem gdzieś kiedyś w recenzji płyty The Users, że recenzent był zdziwiony jak z takiego nudnego koncertu, udało się stworzyć taką fajną płytę (śmiech ogólny)

RB: Wiesz, dostałem to na 16 śladach i zmiksowałem. Ten koncert to był żywioł. Wyszliśmy i właściwie nikt nie wiedział, co zaraz będziemy grać, Świetlicki miał tylko część tekstów…

MZ: Teraz z Robertem gramy fajne koncerty Kryzysy, Izraele i tak dalej…

No właśnie słyszałem, że Kryzys zagra w Jarocinie, kolejna reaktywacja?

RB: Nie reaktywacja, jednorazowy koncert jubileuszowy

MZ: Jak Sex Pistols na Openerze

PK: Dla Pieniędzy!

MZ: A Kryzys dla czego?

A Izrael dla czego? (śmiech)

PK: Absolutnie, Czasami się nawet dokłada do tego

KJ: Wiesz tam warto wspomnieć, że na naszej płycie gra z nami taki wibrafonista Paweł Stawarz, który ma ciekawą przeszłość. On grywał z różnymi ludźmi poczynając od jazzowych składów, a skończywszy na Kasi Cerekwickiej i w życiu już nie da się namówić na takie granie, bo to były takie bandy, w których nikt nawet nie pamiętał jak on ma na imię.

R.B: Świetny muzyk!

KJ: W ogóle w Zagłębiu Dąbrowskim jest teraz eksplozja muzyków i zespołów. My tam weszliśmy w tę enklawę

RB: Nawet zespół Feel jest stamtąd.

KJ W piwnicy obok nagrywali cały ten materiał, o którym jest tak głośno, chyba nawet w tym samym czasie co my.

RB: Swoją drogą ciekawe czy chłopaki wytrzymają z tym image, że mają żony i nie wiadomo, czy się tego wstydzą, czy się tym chwalą. Trudno jest mi mówić cokolwiek dobrego o tym zespole. Ja mam teraz taki pomysł, na legalne wydawanie płyty nie jako firma, to, co mówiłem z tym Warsaw Beatem, że moja propozycja nie została zrozumiana, ani zrealizowana. Jak wrócę do Gdańska, jak sobie te wszystkie klocki rozstawię, to te wszystkie utwory mam w takim stanie że muszę zrobić jedynie postprodukcję, to jest 10 minut i jestem gotowy niemalże. Ja sobie będę składał takie Warsaw Beaty i wypalał po 100 sztuk i sam te 100 sztuk będę sprzedawał legalnie jako umowa zlecenie po 10zł. Why not?

Warszawa, 31 marca 2008

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s